Chapter 2.12 Nocne ścieżki

11 stycznia 1995 (środa)

w bezpiecznych podziemiach odnajdujemy schronienie
Vincent i Mary Elizabeth spokój znajdują dopiero we śnie,
a ja z dziwaczną beztroską odwzorowuje detale paska
Spokrewnionego, który pozwolił mi poczuć śmiertelność

gdy ruszam przez Detroit prowadząc taksówkę
oddech miasta pełen spalin, rozpaczu i mrozu
przenika mnie i nasącza gorzkim chłodem

parkuję pod miejscem, które nazywałam domem
i nie potrafię przekroczyć jego progu

rozmawiam z człowiekiem, którego nazywałam ojcem
i nagle rozumiem, że nie on mnie stworzył,

grzęźniemy w rozmowie 
w dawnych i przyszłych obietnicach
przestaję oddychać wraz z umierającymi słowami

wciąga mnie w siebie miasto
do niego tak naprawde należę
opuszczony dom pogrzebowy
nie jest znajomy ze względu 
na wszechobecny zapach śmierci

tylko w magicznym dymie
i błyskach latarki w rękach 
podekscytowanego Kendricka
migoczą radosne możliwości

tak samo lekko i płynnie 
prześlizguję się z Betty 
przez nocne kluby i smaki

nikt nie pomyśli, że w naszych dłoniach
poza koktajlami o imionach wspomnień
ważą się ludzkie życia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są *