
w bezpiecznych podziemiach odnajdujemy schronienie
Vincent i Mary Elizabeth spokój znajdują dopiero we śnie,
a ja z dziwaczną beztroską odwzorowuje detale paska
Spokrewnionego, który pozwolił mi poczuć śmiertelność
gdy ruszam przez Detroit prowadząc taksówkę
oddech miasta pełen spalin, rozpaczu i mrozu
przenika mnie i nasącza gorzkim chłodem
parkuję pod miejscem, które nazywałam domem
i nie potrafię przekroczyć jego progu
rozmawiam z człowiekiem, którego nazywałam ojcem
i nagle rozumiem, że nie on mnie stworzył,
grzęźniemy w rozmowie
w dawnych i przyszłych obietnicach
przestaję oddychać wraz z umierającymi słowami
wciąga mnie w siebie miasto
do niego tak naprawde należę
opuszczony dom pogrzebowy
nie jest znajomy ze względu
na wszechobecny zapach śmierci
tylko w magicznym dymie
i błyskach latarki w rękach
podekscytowanego Kendricka
migoczą radosne możliwości
tak samo lekko i płynnie
prześlizguję się z Betty
przez nocne kluby i smaki
nikt nie pomyśli, że w naszych dłoniach
poza koktajlami o imionach wspomnień
ważą się ludzkie życia

Dodaj komentarz