
podróżuję w głąb swojego dziedzictwa
prowadzisz mnie, ale jestem tam sama
i pozostając sobą rozpadam się
uczysz mnie nakładać ogień na dłonie
trzymać śmierć pod palcami
i czuć się nierealnie potężną
chciałam dotknąć Twojej twarzy
gdy zaciemnił ją niepokój
ruszyłam za Tobą ocalić kogoś, kogo nie znałam
skazanego na nieśmiertelność jak ja
odległego o kilka oddechów od życia w blasku dnia
tylko
jego teraźniejszość zabrał czas
porwany przez ludzkie bestie,
które tak naprawdę były zwierzyną,
a ja łowcą o bezwiednej potędze
I wówczas
jednym ruchem z cienia
pękło we mnie poczucie mocy na drobne kawałki
I zostałam tylko ja,
Mallory Yun,
…z bezużytecznym ogniem w dłoniach
…z przeklętą nieśmiertelnością
…z zmrożonym przez Twój szloch sercem
…z bratem w przekleństwie za plecami
naprzeciw cienia wypełnionego szaleństwem
I będąc znów krucho śmiertelną Mallory Yun
prowadziłam z opętanym żądzą potęgi demonem
absurdalną erystykę gwarantującą drogę ucieczki
Nie zostawiając niczego przypadkowi, metodycznie
Czerwona Królowa odtwarza ścieżki Vincenta,
a ja odkrywam jak każdy mój zmysł może czuć więcej
ponad
jej zapach, jej szept, jej śmiech…
otoczenie wibruje znakami niebezpieczeństwa
widzę, słyszę i czuję je teraz tak wyraźnie
i niczego tak się nie bałam jak Spokrewnionych,
którym też przecież jestem…

Dodaj komentarz